- Nasze Miasto Pniewy województwo Wielkopolskie Powiat Szamotulski

Gmina Pniewy to nie sklep

Gmina Pniewy to nie sklep...

 

Rozmowa z MICHAŁEM CHOJARĄ, wieloletnim burmistrzem Gminy Pniewy

 

- Dzisiaj nie sprawuje pan funkcji burmistrza Gminy Pniewy, ale tak było przez wiele, wiele lat. Przypomnijmy te daty.

 

- Burmistrzem Gminy Pniewy byłem od lipca 1996 roku do 2 grudnia 2010 roku, czyli… ponad 14 lat.

 

- Jak pan wspomina ten czas?

 

- Nie był to łatwy okres, z wielu powodów, w moim życiu, ale równocześnie fascynujący, bo tak sporo przez te 14 lat udało nam się wspólnie zrobić. Początek był trudny, proszę pamiętać, że w roku 1996 burmistrzem zostałem w dosyć nietypowych okolicznościach. Poprzedni burmistrz Jerzy Kotlarek zmarł w czasie podróży służbowej do Francji. Byłem wówczas radnym, przewodniczącym Komisji Rozwoju Gospodarczego, członkiem Komisji Rewizyjnej i co istotne byłem radnym wojewódzkim. Po wyborach w 1994 roku wybrano mnie bym reprezentował Gminę Pniewy w ówczesnym Sejmiku Wojewódzkim. Wybrano mnie, chociaż kontrkandydatem był burmistrz Jerzy Kotlarek. Oznacza to, że już wtedy miałem spore poparcie w Radzie.

 

- Gdy został pan burmistrzem Pniew w 1996 roku jaka była wówczas sytuacja gospodarcza tej gminy?

 

- Beznadziejna. Upadł wtedy największy miejscowy zakład produkcyjny PoWoGaz, rozsypała się Spółdzielnia Produkcyjna Buszewko-Dębina, zatrudniająca także liczną grupę mieszkańców. Również nie najlepiej się powodziło Gminnej Spółdzielni…

 

- Czyli ludzie nie mieli pracy…

 

- Nie tylko to było problemem. Proszę pamiętać, a wielu o tym niesłusznie zapomina, że w tamtych czasach mieszkańcy Gminy Pniewy jeździli na zakupy do… Lwówka, a dzisiaj mają gdzie kupować w Pniewach. Na pniewskiej ulicy Mickiewicza były cztery sklepiki, a obecnie jest to porządna ulica handlowa. Na tych przykładach widać, jak Gmina Pniewy zmieniła się przez te 14 lat mojego burmistrzowania.

 

- Mówił pan o ówczesnej trudnej sytuacji gospodarczej w Gminie. Na czym ona jeszcze polegała?

 

- Ówczesny Zarząd, który wtedy otwarcie krytykowałem na sesjach Rady, nie uprawiał polityki proinwestycyjnej, nie przyciągał inwestorów, kapitału polskiego czy obcego. Tkwił w marazmie, preferował politykę zachowawczą, bał się podejmować decyzje trudne, ale moim zdaniem konieczne w tamtym czasie. Konieczne, by Gmina mogła się rozwijać. Uważałem wtedy, że należy postępować odważniej, bo groziło Gminie Pniewy zostanie w tyle w stosunku do innych gmin. Tym bardziej, że znane już były plany budowy autostrady A2, która omijała Pniewy i trzeba się było liczyć z tym, że mogą się zmienić preferencje inwestorów. Istniało niebezpieczeństwo, że Gmina Pniewy zostanie zepchnięta w cień, że przestanie być atrakcyjna.

 

- Na domiar złego wtedy też nie było jeszcze obwodnicy Pniew i cały ruch kołowy prowadzony był przez centrum miasta. Drogi i budynki niszczały, mieszkańcy tych newralgicznych ulic mieli wszystkiego dosyć, bo ruch także ciężkich samochodów odbywał się pod ich oknami w dzień i w nocy. To chyba także hamowało rozwój miasta?

 

- Wybudowanie obwodnicy to był dla mnie priorytet. Walczyłem o to w Sejmiku Wojewódzkim, walczyłem gdzie tylko się dało jako burmistrz. Starania te się powiodły, w 1998 roku obwodnica został wybudowana i mieszkańcy odetchnęli a ulgą. Dzisiaj niewielu o tym pamięta, a szkoda, bo sporo jest jeszcze miast w Wielkopolsce, które obwodnicy nie mają. W Pniewach jest i cieszę się, że udało mi się będąc burmistrzem dotrzymać słowa danego mieszkańcom. Udało się to dzięki wydatnej pomocy ówczesnego wojewody wielkopolskiego Włodzimierza Łęckiego, ale – proszę mi wierzyć – trzeba było sporo się w tej sprawie nabiegać, bo kolejka chętnych na obwodnicę była w tamtych czasach długa.

 

- Został pan burmistrzem Gminy Pniewy w 1996 roku. Wspomina pan, że ówczesna sytuacja gospodarcza Gminy była „beznadziejna” – to pana słowa. Jaki miał pan pomysł, by to zmienić?

 

- W tamtych latach dochody własne gminy Pniewy były porównywalne z gminami Ostroróg, czy Obrzycko, czyli zdecydowanie mniejszymi, o mniejszym potencjale. Mieliśmy niższe dochody od Kaźmierza czy Dusznik, nie mówiąc już o Wronkach czy Szamotułach. Tragedia. Doprowadził do tego poprzedni Zarząd Gminy. Gdy zostałem burmistrzem zaproponowałem zmiany w Zarządzie, które zostały przez Radę przyjęte. Rozpoczęliśmy wtedy działania proinwestycyjne, prorozwojowe. Nie wszystkim to się podobało…

 

- No właśnie, był pan w trochę trudnej sytuacji, bo kolejne wybory samorządowe były za dwa lata, w 1998 roku.

 

- Tak i to był problem, bo chciałem coś zrobić, ale równocześnie musiałem walczyć o poparcie, by w kolejnych latach jako burmistrz móc te plany rozwojowe realizować. Wybory w 1998 roku były trudne, burmistrza wybierali wtedy jeszcze radni i w tym roku wygrałem różnicą zaledwie jednego głosu.

 

- Dlaczego?

 

- To jakaś tradycja, bo już wtedy zarzucano mi, że Gmina jest nadmiernie zadłużona.

 

- A była?

 

- Gdzie tam, w 1998 roku zadłużenie Gminy było śmieszne.

 

- Burmistrz musi podejmować często trudne decyzje. Pamięta pan takie?

 

- Pamiętam dyskusje dotyczące inwestycji w Pniewach firmy AVK. Mówiono wówczas, że popełniłem błąd zamieniając wówczas grunty gminne z gruntami miejscowego prywatnego przedsiębiorcy. Sprawa ciągnęła się długo, także w sądzie, w końcu Sąd Najwyższy uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego z korzyścią dla Gminy. Ciągany byłem więc po sądach, a dzisiaj AVK rozbudowuje się, jest znaczącym pracodawcą i odprowadza do budżetu gminy spore pieniądze. Była to naprawdę trudna decyzja.

 

- Okazuje się jednak, że korzystna dla Gminy i mieszkańców. Trzeba było jednak zaryzykować…

 

- Historia z AVK była dla mnie sygnałem, że warto i trzeba walczyć o inwestora. Oczywiście, warunkiem podstawowym było uzbrojenie terenów, a z tym nie było najlepiej. Najpierw więc trzeba było zainwestować w infrastrukturę, a potem szukać partnerów chcących u nas budować swoje firmy. Inna kolejność była niemożliwa. Najpierw trzeba było więc wydać pieniądze, by potem zarabiać. Nie wszyscy to wtedy rozumieli, nie wszyscy – niestety – rozumieją to także dzisiaj. Przez ponad 14 lat sprawowania przeze mnie funkcji burmistrza wydatki Gminy Pniewy na inwestycje – według danych Urzędu Statystycznego – wyniosły prawie 90 milionów złotych. To olbrzymia kwota, która spowodowała efekt kuli śnieżnej.

 

- Czyli…

 

- Dzięki tym inwestycjom dochody Gminy są na znacznym poziomie. W 2010 roku, gdy odchodziłem z Urzędu, według danych Ministerstwa Finansów opublikowanych w roku 2011, Gmina Pniewy w dochodach przeliczonych na jednego mieszkańca była najlepszą gminą w Powiecie Szamotulskim i nie tylko. Niestety, w roku 2011 dziwnym trafem nie podała tej informacji mieszkańcom ani prasa gminna, ani powiatowa. Zapanowała w tej sprawie zmowa milczenia. Inny przykład – jeśli chodzi o pozyskiwanie funduszy unijnych gdy odchodziłem z Urzędu Gmina Pniewy była w bezapelacyjnej czołówce… Zresztą, można udawać i wmawiać ludziom, że było inaczej, ale to po prostu widać. W okresie, gdy byłem burmistrzem zwiększyła się liczba mieszkańców Gminy, powstały nowe ulice, sklepy, mieszkania. Na szczęście, rzeczywistości zakłamać się nie da.

 

- Zapytam wprost. Gdyby postępowałby pan zachowawczo, gdyby odsuwał pan kontrowersyjne i trudne decyzje, gdyby był pan populistą bo chciał za wszelką cenę siedzieć nadal w fotelu burmistrza, to być może dzisiaj Pniewy byłyby wielkopolskim zaściankiem, gminą biedną i zacofaną, z której młodzi uciekają, bo nie sposób w niej żyć. Przesadzam?

 

- Ani trochę, taka właśnie jest prawda. Dla mnie priorytetem był zawsze rozwój gminy i wzrost poziomu życia jej mieszkańców. Niewiele brakowało, by firma AVK zainwestowała gdzie indziej, a przecież jej przykład przyciągnął do Pniew kolejnych znaczących inwestorów. To był taki okręt flagowy dla innych inwestorów, sygnał, że u nas się opłaca inwestować swój kapitał. Nie byłoby Centrum Logistycznego Hondy, bo nie byłoby w tamtym miejscu terenu uzbrojonego. To za mojej kadencji i z mojej inicjatywy poszerzyły się zdecydowanie granice miasta, co przecież oznacza rozwój, a nie stagnację. Poszerzyliśmy granice miasta dostosowując je nie tylko do aktualnych, ale i przyszłych potrzeb. Przez te 14 lat powierzchnia Pniew zwiększyła się ponad dwukrotnie.

 

- Dzisiaj na zakupy nie trzeba już jeździć do Lwówka?

 

- To mieszkańcy Lwówka przyjeżdżają do nas. Gdy byłem burmistrzem powstawały sklepy – małe, średnie i te większe – punkty usługowe. Sklepy i punkty usługowe nie powstały żywiołowo. Otwierano je, bo przedsiębiorcy zorientowali się, że w Pniewach jest dobry rynek, że są klienci. Powiem wprost: każda nowa firma, która powstała w Pniewach, to skutek moich decyzji podejmowanych gdy byłem burmistrzem. Niewielu zdaje sobie z tego sprawę, ale tak właśnie było. Niekiedy świadomie rezygnowaliśmy z podatków przez jakiś czas, by firmie będącej w trudnej sytuacji pozwolić odetchnąć. Ta polityka się sprawdzała.  Dotyczy to na przykład firm takich jak INGA, Honda itp. Inwestycja Hondy powstawała w Pniewach, gdy rozpoczynał się światowy kryzys. Prezes Hondy podkreślał otwierając Centrum Logistyczne, że dzięki mojej determinacji udało się tę inwestycję zrealizować w Pniewach. Co ciekawe, obecny burmistrz Pniew przy każdej okazji krytykuje mnie za tego typu decyzje, ale z pieniędzy przekazywanych do budżetu przez AVK, INGĘ, czy Hondę skwapliwie korzysta.

 

- Proszę powiedzieć, co w tym okresie 14 lat zrobił pan źle. Co zrobiłby pan inaczej?

 

- W sprawach polityki inwestycyjnej niczego bym nie zmieniał. Dzisiaj wiem, że zawaliliśmy kwestie związaną z tak zwanym PR, czyli komunikowaniem się ze społeczeństwem, z wyborcami. Wydawało mi się, że gołym okiem widać, jak Gmina się rozwija, jak ludziom lepiej się żyje, że nikomu nie trzeba o tym przypominać. To był błąd, o czym świadczy wynik  ostatnich wyborów samorządowych. Wygrał populizm, obiecywanie gruszek na wierzbie, wygrało podlizywanie się wyborcom. Brudna propaganda zamąciła ludziom w głowach. Jako burmistrz byłem przeciwny promowaniu swojej osoby. Nie byłem więc na wszystkich stronach wydawanego przez Gminę miesięcznika „Dyliżansem przez Pniewy”, nie byłem na każdym zdjęciu na urzędowej stronie internetowej.

 

- Dlaczego?

 

- Bo nasze sukcesy były wynikiem wspólnej pracy całego zespołu, burmistrza, jego zastępców, pracowników Urzędu, radnych, wreszcie mieszkańców. Obecny burmistrz myśli, jak się wydaje, inaczej. Proszę zajrzeć na stronę internetową Urzędu, a tam burmistrz wręcza kwiaty, burmistrz przyjmuje kwiaty, burmistrz gratuluje, burmistrz przyjmuje gratulacje, burmistrz przemawia, burmistrz słucha, burmistrz świętuje i… nie wiadomo kiedy pracuje. Taka autopromocja za wszelką cenę jest małostkowa i żenująca. I co gorsze – na promowaniu własnej osoby się kończy. A gdzie reszta działań burmistrza?

 

- Wróćmy do tego, co pan zrobił źle. Zawsze dobrze dobierał pan sobie współpracowników?

 

- Nie zawsze. W okresie owych 14 lat bycia burmistrzem rozwiązałem umowę o pracę z trzema osobami, choć w Urzędzie pracowały osoby, które w wielu sprawach miały zupełnie inne zdanie niż ja. Nie robiłem czystek, nie zwalniałem ludzi tylko dlatego, że myśleli inaczej, na nikim się nie mściłem za jego poglądy i sympatie. Oceniałem współpracowników na podstawie ich pracy i to kryterium było najważniejsze. Dzisiaj jest inaczej – nowy burmistrz zdążył już zwolnić trzy osoby.

 

- Pana zdaniem wynik wyborów z 2010 roku to rezultat właśnie złej polityki informacyjnej pana jako burmistrza?

 

- Przegrałem różnicą stu siedemdziesięciu kilku głosów. To niewiele. Zła polityka informacyjna miała tutaj decydujące znaczenie. Dotyczy to całej gminy, także mieszkańców wsi. Wybudowaliśmy wodociągi i kanalizację, by podnieść standard życia na wsi. I to się udało, choć – niestety – nie zostało docenione przez wyborców w ostatnich wyborach, bo frekwencja na wsi była niska. Wykorzystywaliśmy przy tych inwestycjach fundusze unijne, przygotowywaliśmy kolejne projekty.

 

- Pan podpisał umowę z Aquanetem, a pana następca się z niej wycofał. To błąd?

 

        - Mariaż Gminy z Aquanetem był korzystny dla mieszkańców. Chodziło przecież o to, by dalej inwestować na wsiach w kanalizację, co wymaga sporych pieniędzy, są także w mieście osiedla bez ulic, które trzeba wybudować. Spółka z Aquanetem miała ułatwić te konieczne inwestycje i inne. Ale dzisiaj spółki tej nie ma, ciekaw jestem skąd burmistrz weźmie teraz pieniądze na te inwestycje.

 

        - Pana przegrana w wyborach w 2010 roku mogła wynikać jeszcze z faktu, że miał pan proces sądowy, a osoba skazana nie może pełnić funkcji burmistrza. Może wyborcy obawiali się, że na pana zagłosują, a pan po niekorzystnym dla siebie wyroku i tak będzie musiał odejść i trzeba będzie wybory powtórzyć?

 

        - Zapewne tak, dlatego tę przegraną potrafię sobie racjonalnie wytłumaczyć.

 

- O co wówczas chodziło w sądzie?

 

- O mój podpis złożony na dokumencie pod tytułem „zgłoszenie inwestycji do rozpoczęcia” przekazanym do Starostwa Powiatowego w Szamotułach. Inwestycja ta – chodziło o ulicę Miłą - z kilku powodów nie rozpoczęła się w terminie. Przedłużało się postępowanie przetargowe i w tym czasie wygasło pozwolenie na budowę, czego... nikt nie zauważył. Zauważono to dopiero po wyłonieniu wykonawcy. Żeby było ciekawiej, pół roku później zostały zmienione przepisy, które wydłużyły czas od uzyskania pozwolenia na budowę do rozpoczęcia inwestycji, więc pół roku później nie byłoby sprawy. Ale wtedy za to przewinienie zostałem ukarany dotkliwą karą grzywny i to już nie pozwalało mi pełnić stanowiska burmistrza. Oczywiście, to był wyrok pierwszej instancji, a wybory były przed wyrokiem drugiej instancji. Sprawa ta ewidentnie miała wpływ na postawę niektórych wyborców.

 

        - Żałuje pan tamtej decyzji?

 

        - Ten wyrok, to rezultat tego, że będąc burmistrzem nie bałem się podejmować trudnych decyzji, decyzji korzystnych dla mieszkańców i Gminy, bo... po to właśnie moim zdaniem jest burmistrz.

 

        - Jest to już sprawa zamknięta?

 

        - Tak, a to oznacza, że w kolejnych wyborach w roku 2014 jak najbardziej mogę starać się o ponowny wybór na burmistrza. I zamierzam tak zrobić.

 

        - Jest pan mieszkańcem Gminy Pniewy. Proszę skomentować poczynania obecnej władzy samorządowej w Pniewach.

 

        - Z przyjemnością, ja swoje zdanie na ten temat mam i nie boję się go wypowiadać. Wyborcy, mam wrażenie, również swoje już wiedzą, choć minęły zaledwie dwa lata od ostatnich wyborów. Odpowiem tak... Jeśli chodzi o sprawy inwestycyjne, to w roku 2011 zrobiono jedynie ulicę Poznańską, czyli inwestycję, którą ja przygotowywałem. Zakończono budowę kanalizacji w miejscowości Koszanowo i Lubosina. Rok 2012 to jedno boisko w Chełmnie i jest ono jeszcze do zrobienia, bo dzisiaj istnieje jedynie w... planie inwestycyjnym. Niewiele więc się dzieje w inwestycjach, ale równocześnie wzrasta zatrudnienie w Urzędzie. Są wykonywane ciekawe ruchy personalne, są podpisywane nowe umowy, które wywołują wzrost wydatków bieżących z budżetu Gminy. Wygląda to tak, że prowadzona polityka personalna to realizacja zobowiązań wyborczych obecnego burmistrza wobec osób, które go popierały, ale odbija się to też na osobach, które ze mną pracowały. Niektórych tych decyzji nie sposób zrozumieć. Poza tym... w Pniewach trwa festiwal nieprawdy. Rozwiązano umowę z Aquanetem i kosztowało to 700 tysięcy złotych, a rozwiązano ją bez żadnego merytorycznego uzasadnienia. Przypominam, ja przed podjęciem nieomal każdej decyzji długo informowałem o swoich planach radnych, był czas na dyskusję, wzajemne przekonywanie się. O spółce z Aquanetem rozmawialiśmy 4 lata. Teraz tego nie ma. To ja się pytam oficjalnie: co zamiast spółki z Aquanetem? I nikt nie potrafi mi na to pytanie konkretnie odpowiedzieć. Przypominam, że powołana przeze mnie i przez radnych spółka z Aquanetem osiągnęła pierwszy raz w swojej historii zysk. Ale nikogo to dzisiaj nie obchodzi w Urzędzie. Burmistrz próbuje chyba odtworzyć Zakład Komunalny w Pniewach, choć już dawno okazało się, że najtaniej dla budżetu Gminy, gdy ogłaszane są przetargi i zlecane usługi komunalne firmom prywatnym. Czyli obecne poczynania władz Gminy, można uznać za działanie na jej szkodę.

 

        - Co jeszcze pana dziwi, denerwuje, bulwersuje?

 

        - Dziwi mnie, że w oficjalnych informacjach Urzędu – wywiadach burmistrza i innych tekstach prasowych – przedsiębiorcy przedstawiani są jako zakała gminy. Przedsiębiorcy, czyli ci, którzy najwięcej dostarczają pieniędzy do budżetu. Burmistrz był kupcem, właścicielem niewielkiego sklepu i być może nie lubi tych, którym w biznesie się powiodło. Jako osoba prywatna może ich nie lubić, ale jako burmistrz już nie.

 

        - Mieszkańcy Gminy twierdzą, że obecny burmistrz jest figurantem, który zajmuje się wszystkim, tylko nie rządzeniem. W Gminie Pniewy podobno tak naprawdę rządzi jego zastępca, człowiek spoza gminy. To dobrze pana zdaniem?

 

        - (śmiech) Przypomnę, że głównym postulatem wyborczym obecnego burmistrza było to, że ja ściągałem do Gminy ludzi z zewnątrz do zarządzania Gminą. Za moich czasów taką osobą była pani skarbnik, która do dzisiaj pracuje, czyli mój wybór nie był taki zły – widocznie była i jest dobrym fachowcem. A odpowiadając na pana pytanie... proszę zerknąć na stronę internetową Urzędu i zobaczyć, czym zajmuje się każdego dnia burmistrz. Kwiaty, kwiaty, kwiaty, Święto Pierwiosnka i Pieczonej Dyni. Nie widzę zaangażowania burmistrza w rozwiązywanie problemów gospodarczych Gminy Pniewy.

 

        - No ale mówi się, że nic nie można zrobić, bo zadłużył pan Gminę.

 

        - To jest właśnie ten festiwal kłamstwa. Hale sportowe stoją i służą mieszkańcom? Stoją i służą! Oczyszczalnia ścieków oczyszcza? Oczyszcza! Boisko sportowe pozwala na uprawianie sportu? Pozwala! To tylko przykłady... Można gadać o zadłużeniu Gminy, ale równocześnie lekką ręką zapłacono Aquanetowi 700 tysięcy złotych za... nic. Nie lepiej było za te pieniądze coś zrobić, coś wybudować? Podjęto decyzję o zakupieniu budynku przy ulicy Miłej za 390 tysięcy złotych kompletnie bez sensu. I tak z kasy gminy ubył milion 100 tysięcy złotych. Jak dodamy do tego wzrost zatrudnienia w Urzędzie i podległych jednostkach to się okaże, że rozdawane są pieniądze na prawo i lewo, a nic nowego nie powstaje. Mamy więc do czynienia z niegospodarnością kamuflowaną propagandowymi frazesami.

 

        - Pan już o tym wspomniał, ale na zakończenie naszej rozmowy poproszę jeszcze o wyraźną deklarację – będzie pan startował w kolejnych wyborach samorządowych na stanowisko burmistrza?

 

        - Od dwóch lat Gmina Pniewy znajduje się w regresie, nie rozwija się. W wyborach w 2010 roku przegrałem nieznacznie, co oznacza, że nie dostałem od wyborców czerwonej kartki. Przeżywam swoiste deja vu. Zostałem burmistrzem, bo nie zgadzałem się z prowadzoną polityką rozwoju Gminy. Nie zgadzałem się również z ówczesnym nepotyzmem. Dzisiaj mamy to samo i też się z tym nie zgadzam. Wystarczy poobserwować, jakie są powiązania obecnego burmistrza z osobami, które są awansowane... Poza tym, gwarantuję mieszkańcom dalszy rozwój Gminy. Obecnie wykonuję pracę związaną z samorządem, z pieniędzmi unijnymi, każdego dnia kontaktuję się z przedsiębiorcami. Mam swoją wizję Gminy Pniewy i – co ważne – wiem jak ją zrealizować. A to nie jest takie łatwe. W końcu Gmina to nie sklep...

 

Rozmawiał

TOMASZ MAŃKOWSKI

Więcej...
Pniewy
+10°C











reklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewy











AGENCJA@MICHALOWSKI.COM.PL   EWELINA@NASZEPNIEWY.COM.PL Tel: 61 29 10 644 , kom: 662 225 790

Wpis do Rejestru Dzienników i Czasopism Sądu Okręgowego w Poznaniu pod numerem RPR 2978
Redakcja nie ponosi odpowiedzialnści za treść zamieszczanych ogłoszeń, plakatów i reklam

INFORMACJA O COOKIES