- Nasze Miasto Pniewy województwo Wielkopolskie Powiat Szamotulski

Pniewy. Czasy trzech nacji, trzech kultur i trzech religii

Wrzesień miesiąc kojarzący się nam z rocznicą rozpoczęcia tragicznej wojny. Czas ten zaznaczył swe piętno również w historii naszego miasta. Zmieniło się tyle, że po zakończeniu działań wojennych Pniewy były już zupełnie innym miastem. Wcześniej na początku XX wieku miasto trzech nacji, kultur i co się z tym wiązało religii. Po 1945 roku zostali wyłącznie Polacy, co nie oznacza, iż nie jesteśmy tolerancyjni, czy niegościnni. W czasach zaborów w Pniewach osiedlali się często nieproszeni goście, a eksterminacja Żydów nie była naszą winą, zaś współpracujący z okupantem opuścili nasze ziemie.

 

 

Pierwsza nacja Polacykatolicy skupieni we wspólnocie parafii św. Wawrzyńca w Pniewach ze świątynią parafialną przy Rynku. Parafia powstał prawdopodobnie już w XII wieku jednak świątynia nie pochodzi z tamtych czasów, gdyż poprzednie spłonęły w kilku pożarach nawet całego miasta. Dzisiejsza pochodzi prawdopodobnie z przełomu XV i XVI wieku kilkakrotnie przebudowywany.

 

 

 

Ziemie te od zarania były rdzennie polskie, Polaków było tu najwięcej, a za powrót do macierzy wielu choćby w Powstaniu Wielkopolskim zapłaciło cenę życia czy zdrowia. W tamtych czasach Polak oznaczało Katolik. Katolicka wspólnota ciągle się rozwijała i postanowiono, krótko przed wybuchem wojny, że rozbuduje swoją świątynię. Projekt tej inwestycji rozważano już w roku 1914 jednak wojna wstrzymała plany. Ostatecznie  Kuria w roku 1938 zatwierdziła projekt rozbudowy, a na początku 1939 roku rozpoczęto budowę, która maiła być ukończona pod dach do końca roku jednak wybuch wojny ponownie pokrzyżował te plany. Chociaż wówczas mury wzniesiono już do połaci dachowej. Zachowały się fotografie z tamtych czasów obrazujące te prace.

 

 

 

 

Jak widać na zdjęciach całą rozbudowę prowadził ówczesny wikariusz ks. Władysław Swoboda, który później po 50 latach, gdy przeszedł na emeryturę zamieszkał w Pniewach w domu ss. Klarysek. Te obowiązki spoczywały na wikariuszu ponieważ wiek i zdrowie Proboszcza nie pozwalały na samodzielny nadzór nad budową. Jednak konsekwencje tej budowy okazały się dla ks. Władysława tragiczne o mało nie przypłacił życiem z rąk okupanta. Ówczesnym patronem kościoła, co wynikało z prawa, był niemiecki baron von Massenbach wyznania luterańskiego, który był zobowiązany do współfinansowania kościoła z czego nigdy się nie wywiązał, a w czasie okupacji wręcz zemścił się na ks. Swobodzie przyczyniając się do jego aresztowania.

 

 

Fundusze na rozbudowę przekazywali wierni, ale w związku ze skalą inwestycji księża Miśkiewicz i Swoboda pozyskiwali i dodatkowe środki czy materiały. Jak mi opowiadał ten drugi z życzliwością w tej sprawie spotkał się nawet u Niemca ewangelika, właściciela Chełmna pana Lehmana, który na ten cel dał 30 000 cegieł. Parafia rozprowadzała również cegiełki z rysunkiem przyszłej świątyni oto kopia jednej z nich. 

 

 

Prawda, że piękny miał być ten kościół? A jak miał być duży wystarczy kiedyś w trakcie spaceru wejrzeć na podwórko po prawej stronie świątyni między bramką, a grotą Matki Bożej by zobaczyć pozostałość fundamentów zniszczonej rozbudowy, które widać na wcześniejszych fotografiach. No właśnie pozostałości w 1941 roku Niemcy rozebrali rozbudowaną część świątyni, a z pozyskanego materiału baron wybudował budynek owczarni, który jak wspominali świadkowie został zniszczony przez piorun, który w nią uderzył w trakcie trwania pierwszej po wojnie procesji w Boże Ciało i w całości spłonęła. Niemcy nie oszczędzili nawet 4 dzwonów, które przetopiono na potrzeby wojsk okupacyjnych. Po wojnie zaś jeden dzwon zabrany ze zboru ewangelickiego przez lata służył parafii św. Wawrzyńca, a dziś znajduje się przy mechanizmie zegarowym.

 

 

Druga nacja to Żydzi. Jeszcze w 1917 roku w Pniewach 369 wyznawców religii Mojżesza, wcześniej liczba ta sięgała nawet 800, ale wraz z nasilaniem się nastroi antysemickich w pobliskich Niemczech ubywała Żydów również i w Pniewach i tak w 1937 było ich już tylko 33. A po zakończeniu wojny nie pozostał żaden mieszkaniec wyznawca tej religii. W roku 1913 wg projektu Alfreda Grottego wspólnota wzniosła nową synagogę bardzo blisko rynku na obecnej ulicy Mickiewicza, obok dom rabina, a za dom dla pomocnika w świątyni. 

 

 

Po wojnie zdewastowany przez okupantów budynek przekształcono w salę kinową, dobudowano nową fasadę, ale widać jeszcze elementy pierwotnej świątyni.

 

Wspólnota żydowska posiadała również własną szkołę przy obecnej ulicy Szkolnej, gdzie były dwie klasy i boisko szkolne, gdzie znajduje się obecna ulica św. Floriana. Podobno diaspora ta prowadziła własny szpitalik, ale jego lokalizacja nie jest mi znana. Około 1,5 kilometra od centrum miasta Żydzi posiadali swój cmentarz – kirkut ogrodzony płotem betonowym. To ta górka zwana Żydowskimi Górami do dziś zachowały się fragmenty kilku nagrobków, oraz budynek dawnej kostnicy miejsca w którym przygotowywano zmarłego do pochówku. W czasie wojny Niemcy zmusili Żydów by z macew czyli płyt nagrobnych pobudowali część drogi w naszym mieście i dzisiejszą ulicą Strzelecką na taczkach w błocie przewozili nagrobki.

 

 

Trzecia nacja to Niemcy – ewangelicy skupieni w samodzielnej gminie luterańskiej działającej od 1937 przez lat spotkania modlitewne odbywały się w udostępnionych pomieszczeniach pałacu. W końcu również i ta religia miała w Pniewach swoją świątynię usytuowaną wówczas na obrzeżach miasta, terenach zwanych Pniewy Zamek, około 200 metrów od rynku z górującą nad miastem wieżą. Świątynię tę wzniesiono w połowie XIX wieku dzięki staraniom samodzielnej gminy ewangelickiej w Pniewach. Inwestycję budowlaną wartości 33000 Marek zakończono w roku 1848. 15 października tego roku biskup ewangelicki D. Freumark poświęcił budynek. Dopiero w latach sześćdziesiątych wspomnianego stulecia (1864-66) społeczność niemiecka za sumę 8000 Marek od strony zachodniej dobudowała pokaźną, smukłą, pięciokondygnacyjną wieżę –dzwonnicę. W kosztach tej budowy partycypowała rodzina von Rappard właściciele pałacu i znacznego areału ziemi.

 

 

Widokówka z kościołem z początku XX wieku.

 

W roku 1838 wybudowano pastorówkę (dziś siedziba Nadleśnictwa). W tym miejscu należy wspomnieć o Pastorze człowieku, który za pomoc Polakom został wysłany na front wschodni, gdzie poległ. Wspomniałem jak pomógł ówczesnemu wikariuszowi wydostać się z więzienia. Co ciekawe to również on do umierającego proboszcza Miśkiewicza przywiózł, w czasie trwania godziny policyjnej, z Otorowa księdza z ostatnim namaszczeniem i po odwiezieniu kapłana czuwał przy umierającym całą noc do jego śmierci. Dodam, że działo się to w czasach, gdy nie znano nawet słowa ekumenizm a współpraca pastora i księdza nie była dobrze odbierana. Jeśli ktoś z czytających ten artykuł znałby nazwisko tego pastora proszę o kontakt z redakcją. Podobnie jak pozostałe religie również Luteranie mieli swój cmentarz, który znajdował się w dzisiejszym parku przy ul. Międzychodzkiej na środku znajdowała się kaplica. Tam było miejsce pochówku rodziny von Rappard i później Massenbach oraz innych ewangelików z naszego miasta. Ciekawostka niech będzie to, że na tym niemieckim cmentarzu spoczywał Powstaniec Wielkopolski – ewangelik niemieckiego pochodzenia Koch dziś po przeniesieniu spoczywa w mogile Powstańców na cmentarzu parafialnym. Na jego grobie umieszczona była figura białego orła z rozpostartymi skrzydłami co nie podobało się wielu. Po zakończeniu wojny Proboszcz Parafii św. Wawrzyńca opiekował się ta nekropolią ogrodził ją płotami, które wcześniej otaczały grobowce pochowano tam jeszcze kliku Niemców, którzy umarli w Pniewach po okupacji. Na początku lat siedemdziesiątych zniszczono cmentarz, przekształcając go w park. Jak historia zatacza koło w dobie reformacji kościół św. Wawrzyńca przez 27 lat był w rękach Luteranów, a dziś ich świątynia jest świątynią katolicką.

 

 

Czas II Wojny: Z chwilą, gdy na budynku urzędu zawisły flagi okupanta ze swastyką zaczęły się mroczne lata dla Polaków i Żydów mieszkających w Pniewach (Pinne). Trzecia nacja zdawała egzamin z człowieczeństwa niestety wielu go nie zdało.

 

 

Oddziały niemieckie wkroczyły do Pniew w środę 6 września 1939 roku około godziny 15. Najeźdźcy przybyli od strony wsi Miłostowo. Zaraz  tego dnia zamordowano trzech młodych mężczyzn z Pniew i okolicy miało to miejsce w rejonie skrzyżowania dzisiejszych ulic Turowskiej i Strzeleckiej. Pochowano ich na cmentarzu parafialnym zaraz przy murze przy obecnej ul. Felickiego dziś w miejscu tym znajduje się kamień upamiętniający poległych. Pogrzeb prowadził ks. Swoboda jak wspominał prosił uczestników pochówku (tylko najbliższą rodzinę) o zachowanie spokoju. Niemcy poinformowali wcześniej kapłana jakie mogą być konsekwencje niewłaściwego wg najeźdźców zachowania. Nad przebiegiem pogrzebu „czuwali” niemieccy donosiciele, ale na szczęście dla żałobników wszystko przebiegło w spokoju.

 

Wkrótce potem władze hitlerowskie aresztowały młodego wikariusza ks. Swobodę jak wspominał: „Aresztowano mnie w środę 13 września 1939 r., gdy uprzedzony przez starszego pana o obstawieniu kościoła przez uzbrojonych żołdaków niemieckich, po spełnieniu mych czynności kapłańskich opuszczałem świątynię. Z miejsca odprowadzono mnie do miejscowego więzienia (…) Zamykano mnie również jako zakładnika z innymi obywatelami”. Na krótko dzięki wstawiennictwu głównie pastora wypuszczono ks. Władysława. Schorowany proboszcz myślał, że była to zasługa barona poszedł podziękować, a ten niechętny wikariuszowi „wstawił się” by go aresztowano i tak 14 marca 1940 wywieziono ks. Swobodę do Chludowa dalej przez Fort VII do Dachau.

 

Schorowany Proboszcz zmarł wkrótce bo 26 kwietnia 1940 roku. 1 lipca 1940 roku administrowanie parafii powierzono ks. Sapartowi rezydującemu w kościele św. Ducha, ale w związku z podpisaniem przez niego niemieckiej listy narodowościowej parafianie Polacy nie mieli do niego zaufania, a rok później 4 lipca 1941 przeniósł się do Lwówka, gdzie pełnił funkcję kapelana katolików narodowości niemieckiej, gdyż na naszych terenach wprowadzono osobną administrację dla katolików pochodzenia niemieckiego i polskiego. Z końcem października 1941 roku zamknięto kościół pw św. Wawrzyńca zdewastowano go i uczyniono magazynem. Jedyny czynny w pobliżu kościół znajdował się w Otorowie (bo tylko 2 w powiecie) gdzie zgodnie z prawem można było sprawować nabożeństwa tylko w niedzielę między godziną 9 a 11. Posługę tam sprawował proboszcz z nieczynnej parafii Psarskie ks. Dolatowski. To dzięki niemu dzieci z Pniew mogły być ochrzczone w trakcie okupacji przyjeżdżał do domów, oprócz księdza wiele noworodków ochrzciła położna. Ale i wspomniany ks. Sapart. Jak mi wspominała jedna z mieszkanek Pniew po zamknięciu świątyni i mimo zakazu mieszkańcy przychodzili pod okno od strony ołtarza Matki Bożej, gdzie przez szczelinę widzieli jaj wizerunek i modlili się. Polacy z naszego miasta doznali okrucieństwa obozów koncentracyjnych czy łagrów, przymusowej pracy w Rzeszy czy wysiedleń. W pamięci mieszkańców Pniew pozostały szczególnie akcje wysiedleńcze do Generalnego Gubernatorstwa w grudniu 1939, marcu 1940 oraz kwietniu 1941. Równocześnie odbywały się sukcesywne wywozy na roboty przymusowe Wielu oddało życie za to że byli Polakami. Byli tacy którzy podejmowali działania dywersyjne, a wielu poszło narażając swe życie, aż do Berlina byśmy mieli Polskę.

 

Jeżeli zaś chodzi o Żydów w Pniewach nie mieli oni w latach okupacji jak wszędzie łatwego życia, zaraz po wkroczeniu wojsk okupacyjnych utworzono trzy obozy przejściowe dla tej narodowości w tym jeden w domu katolickim przy dawnym wikariacie (później umieszczano tam Polaków), zmuszano ich do wyczerpującej pracy, wkrótce wszystkich wywieziono i w większości zabito. Cóż pisać - tragedia Narodu.

 

Niemiecka ludność cieszyła się przywilejami w trakcie wojny, którą ich naród zgotował całemu światu. Byli tacy, którzy z niecierpliwością oczekiwali nazistowskich wojsk by pokazać swą „wyższość” i dać upust nienawiści wobec Polaków czy Żydów. Ale i wśród nich znajdowało się wielu, którzy nawet w takich czasach okazywali się ludźmi dla swoich sąsiadów i nie tylko. Jednak znaczna część denuncjowała swych dawnych znajomych dzięki czemu wchodzące wojska okupacyjne posiadały listy „niebezpiecznych” dla Rzeszy. Również w trakcie okupacji utrudniali życie współmieszkańcom, dlatego po zakończeniu działań wojennych pozostało w Pniewach ich tylko 9 choć to na pewno nie wszyscy sprawiedliwi bo niektórzy z nich zapłacili za uczciwość najwyższą cenę, a wielu pozostało tylko w sercach tych, którym pomogli czy chociaż nie zaszkodzili.

 

 

To tylko wycinek historii naszego miasta związanej z latami bezpośrednio poprzedzającymi wojnę, z jej rozpoczęciem. Spojrzałem na te czasy przez pryzmat ludności i jej religii. W następnych felietonach przedstawię i inne nie mniej interesujące. Wiele informacji spisałem w trakcie rozmów ze świadkami tamtych wydarzeń, w większości dziś już nie żyją, gdyż rozmawiałem w roku 2000 gdy przygotowywałem swoją pracę magisterską o parafii św. Wawrzyńca. Na zakończenie przytoczę słowa, które ktoś kiedyś wypowiedział, że historia dzieli się na czasy w których odlewa się dzwony i na takie w których przetapia się je na armaty. Oby tych dzwonów odlewano jak najwięcej.

 

Jarosław Szurka

Więcej...
Pniewy
+10°C









reklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewyreklama naszepniewy









AGENCJA@MICHALOWSKI.COM.PL   EWELINA@NASZEPNIEWY.COM.PL Tel: 61 29 10 644 , kom: 662 225 790

Wpis do Rejestru Dzienników i Czasopism Sądu Okręgowego w Poznaniu pod numerem RPR 2978
Redakcja nie ponosi odpowiedzialnści za treść zamieszczanych ogłoszeń, plakatów i reklam

INFORMACJA O COOKIES